poniedziałek, 25 września 2017

Podwójny kochanek

Skoro zacząłem, a mężczyznę poznaje się po tym jak kończy, to w kilku zdaniach zamknę dziś mój filmowy (weekendowy) tryptyk. Podwójny kochanek, a nawet i kilku kolejnych nie pomogłoby filmowi Francoisa Ozona. Dla mnie to przerośnięte w formie i treści mroczne, przewidywalne widowisko. Chłodne, perfekcyjnie wystylizowane wnętrza, idealnie współgrały z zimną jak lód bohaterką filmu. O ile głośny „Basen” z 2003 roku rozgrzewał zmysły do czerwoności, o tyle, wbrew temu co mówi się na mieście, nowy film Ozona raczej studzi wszelkie żądze, a z pewnością moje. Krótko mówiąc, strata czasu.
Na szczęście żyje się tylko dwa razy… ;)




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz