sobota, 31 grudnia 2016

2016

Znacie to uczucie, kiedy jedziecie autobusem przyklejeni do zaparowanej szyby. Znużeni, przymykacie na chwilę oczy i prawie natychmiast spadacie w nieznaną wam otchłań. Sen. Rok 2016 był dla mnie takim właśnie snem. Nie wiem ile trwał. Nie wiem jak długo i dokąd poleciałem i czy się na prawdę obudziłem, czy może jeszcze śnię na innym poziomie, podobnie jak bohaterowie „Incepcji”. W morzu życiowych przygód i emocji towarzyszył mi jak zawsze aparat. Dwanaście miesięcy, garść fotografii i kilka krótkich wspomnień.
Od Nowego Roku zbyt wiele nie oczekuję. Nie lubię rozczarowań. Nie składam więc obietnic i nie robię zobowiązujących postanowień. Nic. Zupełnie nic. Niech 2017 płynie jak uważa. 

Styczeń 2016, Berlin.
Mam za sobą dziesiątki, jeśli nie setki małych i większych podróży. Styczniowy pobyt w Berlinie zapamiętam jednak na zawsze. Zapamiętam jako podróż najbardziej ezoteryczną jakiej przyszło mi doświadczyć w moim życiu. Niestety, nic dwa razy się nie zdarza… jaka szkoda. Pozostaje kawiarnia przy Rosa-Luxemburg-Straße, z okien której zrobiłem kilka fotografii.


Luty 2016, Warszawa.
Luty zastał mnie w Warszawie, którą polubiłem od pierwszego wejrzenia. Spacerowałem dużo po Krakowskim i godzinami jeździłem autobusem 518 czytając, czytając, czytając.



Marzec 2016, Warszawa, Gdańsk.
Z marca zapamiętam przede wszystkim koncert Glena Hansarda w Palladium. To był prawdziwy wulkan emocji, energii i miłości. Jego "Gift" ścięło mnie z nóg... tu kliknij
Oszołomiony, niemal natychmiast pojechałem nad morze w poszukiwaniu straconego czasu ;)



Kwiecień 2016, Warszawa.
W kwietniu skończyłem 50 lat. Cóż, to prawda. Wiem, że wyglądam na 49, ale to i tak całkiem sporo. Chcąc się usilnie odmłodzić przesiadywałem całymi dniami z warszawską "hispterką" na Placu Zbawiciela. Niestety, efektów to nie przyniosło, może poza niewielkim wzrostem ciśnienia wywołanym niezliczoną ilością wypitych espresso. Na pocieszenie zrobiłem sobie autoportret w trampkach ;)
Był też B
erlin, który ostatnio odwiedzam częściej niż osiedlowego fryzjera. Uwielbiam :)




Maj 2016, New York, Atlantic City.
W maju jak w raju. Ponownie pojechałem do Ameryki :)
Tym razem poza Nowym Jorkiem odwiedziłem Atlantic City by po raz pierwszy się Ameryką nieco rozczarować. Fotograficznie za to im gorzej tym lepiej. Już przebieram nogami za naszym kolejnym majowym wyjazdem. Jest jeszcze jedno wolne miejsce. Warto! www.OpenYourEyes.pl




Czerwiec 2016, Warszawa.
Równe prawa, wspólna sprawa. Cóż dodać więcej? Uwielbiam polski czerwiec, pełen słońca i pozytywnej energii. Uwielbiam marsze równości, tak różne od patriotycznych pochodów...



Lipiec/Sierpień 2016, Warszawa.
Latem wiadomo, jest światło, za to niewiele się dzieje. Zatęskniłem mocno za moją kolarką i "ustawkami " z Maćkiem z obowiązkową przerwą na kawę z ogromnym ciastkiem.


Wrzesień 2016, Berlin.
We wrześniu po raz kolejny pojechaliśmy do Berlina na warsztaty Open Your Eyes. Wbrew temu co mówią media, wbrew barwnej, kulturowej mozaice, Berlin nadal ma się dobrze. I to, jestem pewien, nie zmieni się, mimo trudnych chwil, które dotknęły to miasto kilka dni temu.




Październik 2016, Warszawa, Sycylia.
Październik obfitował w wydarzenia i fotografie. Wszystko jednak przyćmił "Czarny marsz", który był moim zdaniem najważniejszym wydarzeniem politycznym w Polsce w 2016 roku.
Pod koniec miesiąca pojechaliśmy z warsztatami na Sycylię. Wybrałem fotografię, w której próbowałem zamknąć "ducha" Palermo. Słowem, jest Ojciec Pio, jest skuter no i jest rzecz jasna wszechobecny bałagan ;)



Listopad 2016, Paryż.
Po kilku latach przerwy, spełniając marzenie, ponownie odwiedziłem targi fotografii - Paris Photo. Była pyszna tarta, fotografie w windzie, pachnące makarony z winem. Była duża latte o poranku i maślane croissanty. Czy wystarczyło? Czas pokazał, że nie...
 



Grudzień 2016... Życzę Wam w Nowym Roku dużo Miłości. Za resztę możecie zapłacić Master Card.

P o s t s c r i p t u m ...