środa, 18 października 2017

Od morza do morza

Z dala od wszelkich fake newsów, od zgiełku i Ełku. Z dala od Przyjaciół, onetów i pożarskich kotletów. Z dala od wanny, hejtu i patriotycznego zamętu. Z dala od PiS patosu, mac OSu i Anthonego Burdaina - tu żal niewielki przyznać muszę, wyjeżdżam w drogę od morza do morza, by usłyszeć... siebie.

ps. An, dziękuję Ci za piersiówkę.

piątek, 13 października 2017

Stayin' alive!

Earth, Wind & Fire, wypełnia po brzegi nasze jesienne warsztaty w Trójmieście. 
I nic, że wieje, że czasem słońce, czasem deszcz, my pozostajemy… stayin' alive! 

dawno tak się nie bawiłem :)
pozdrawiam




poniedziałek, 9 października 2017

Blade Runner

Jadę.
6:30 zamieniłem na 8:50, a właściwie decyzję podjął za mnie los za sprawą Blade Runnera, który trwał niemal 3 godziny i skorygował mój wieczorny optymizm. 

Od świtu słucham Vangelisa, którym zakończyłem wczorajszą noc wraz z butelką burbona. No bo jak nie napić się w takich okolicznościach, kiedy Ford, Gosling i pies zanurzają się w szkockiej w nowej odsłonie 2049. Recenzji jednak nie będzie. Każdy sam musi zmierzyć się z przyszłością, zachwycić lub rozczarować. Za nim Hans Zimmer, którego uwielbiam, wypełni mój umysł, powróciłem na trochę do roku 1983, kiedy po raz pierwszy obejrzałem Łowcę Androidów. Dobrze pamiętam tamten czas. Moje miasto przypominało wtedy Los Angeles A.D. 2049. Ponure i mrocze, jakby dotknęło je totalne zaciemnienie. 

Znacie to uczucie, kiedy po wyjściu z kina, zastanawiacie się co dalej, jaki to wszystko ma sens, i w ogóle, gdzie k__a jesteście ze swoim życiem? Poczułem to wczoraj, zupełnie jak dawniej, kiedy jeszcze fotografowano na filmach ;) A więc, jeszcze żyję!

Jadę…

One more kiss, dear, one more sigh
Only this dear, is goodbye
For our love is such pain and such pleasure
That I'll treasure till I die
So for now dear, Au revoir, madame
But I bow dear, not farewell

… i tak płynie piosenka z filmu, a wraz z nią pełne słońca krajobrazy za oknem.

posłuchajcie

ps. Porządkując archiwum, wpadła mi w ręce fotografia, którą zrobiłem w Nowym Jorku w 2011, tuż po przejściu huraganu Irena. Zazwyczaj pełne świateł i ludzi Times Square wypełniła pustka, tworząc scenerię przypominającą…


pozdrawiam



wtorek, 3 października 2017

Cycling in my mind.

Znów jadę.
Pociąg mknie w strugach deszczu. Mimo, że już prawie ósma, za oknem dzień nadal toczy z nocą spór. Dziś na promocji X-E3, pokażę kilkadziesiąt fotografii z mojego berlińskiego projektu „Cycling in my mind”. Wciąż jeszcze śpię, a muszę spisać choćby kilka zdań, które być może dziś wybrzmią. Oczy mi się kleją, powieki opadają…

Obserwować budzące się miasto? Cóż może być bardziej inspirującego? Zapach espresso, gwar spieszących do pracy, do szkół, na uniwersytety. Dzielnica, ulica, kawiarniany stolik, a nad nim, unoszący się w porannym świetle, papierosowy dym. To świat, który lubię. Przemierzam go rowerem, unikając przygnębiających korków. Rower i mój niewielki Fuji gwarantują mi swobodę obserwacji. Nie spieszę się. Mam czas. Aparat daje mi nad nim przewagę. Sekunda po sekundzie, dzień po dniu, sporządzam fotograficzne notatki.

Tak?
Bilety...? 
Zasnąłem.
Już Gniezno.

pozdrawiam z pociągu






niedziela, 1 października 2017

Niepodległość

Tego meczu Katalończycy nie wygrają... Naiwnością jest sądzić, że ktokolwiek pozwoli im uzyskać niepodległość. Kataloński precedens pociągnąłby za sobą lawinę, która doprowadziłaby do szybkiego rozpadu Europy, a to nie leży w interesie "wielkich tego świata". I tylko ludzi żal, którzy w politycznym amoku zapłacą za to szaleństwo najwyższą cenę.
Wiele razy odwiedzałem Barcelonę, moje ulubione miasto w Europie. Piękne, wolne, wielokulturowe, nieco dekadenckie, co mi osobiście bardzo odpowiada. Teraz się martwię, jak o Przyjaciela, który popadł w poważne tarapaty.
Za tydzień ruszamy na kolejne warsztaty Open Your Eyes. W ostatniej chwili Rzym zamieniliśmy na Gdańsk, niegdyś wolne miasto...