czwartek, 25 maja 2017

Double 0 Heaven

Siedzę nad poranną gazetą w towarzystwie ogromnej late, w lokalnym Starbucksie w brooklińskiej dzielnicy Bushwick. Kiedy wyglądam przez okno, widzę niezliczone tutaj grafitti. Mieszkańcy Bushwick, w większości Meksykanie, spieszą się do swych samochodowych warsztatów, a ja  żalem czytam o odejściu jednego z 007. Choć bliżsi mi byli Connery i Craig z ich nieco seksistowskim zabarwieniem, to jednak ogarnia mnie smutek. Z pewnością kiedy wrócę sięgnę na półkę by obejrzeć raz jeszcze „Szpieg, który mnie kochał” z moją ulubioną  "bondowską piosenką” ever!


środa, 24 maja 2017

Doszedłem...

Doszedłem dziś. Doszedłem do Katz’s Delicatessen, na East Houston Street, gdzie niegdyś Harry poznał Sally. Zamówiłem to samo co Sally…




Imagine there's no heaven

John Lennon namawiał nas byśmy wyobrazili sobie, że nie ma nieba, ani tez piekła… to łatwe śpiewał, jeśli tylko zechcemy. Obietnica nieśmiertelności, pcha ludzi do czynów, których nie popełniliby znając oczywistą prawdę. Widząc dzisiejsze nagłówki gazet apeluję by zdelegalizować religie. Wszystkie, co do joty. Natura zaprosiła nas tu jedynie na chwilę. Nie dajmy się zwieść prorokom oferującym „nieskończoność”, których jedynym celem jest zawładnięcie naszymi umysłami i portfelami. Każda opowieść ma sens jedynie wtedy, kiedy nadamy jej początek i kiedy znajdzie swój kres. 


poniedziałek, 22 maja 2017

Deszcz

Od rana leje, a miasto dosłownie tonie w chmurach. Końca tego smutku nie widać. Odkryłem kiedyś takie miejsce u nabrzeży East River gdzie można schować się przed deszczem pod kilometrową estakadą. I tak od rana sobie chodzę i „tonę” w detalach, które są dla mnie antidotum na twórczą niemoc. Miało być dziś Lower East Side, a było jedynie pikantne tacos :) Zimno. Pozdrawiam.



50% off

Było tak. Rankiem pognałem na 56th do znanej mi wypożyczalni rowerów, gdzie dwa lata temu otrzymałem kupon dla stałego klienta - 50% off. Dwa lata to dużo, szczególnie tu w Nowym Jorku, gdzie wszystko zmienia się tak szybko. Yes sir, you still got your discount! Zamiast $40 + tax zapłaciłem $20 oczywiście też + tax :) Ruszyłem. Ponownie objechać Manhattan, znów poczuć ten pęd zjeżdżając prosto do Chinatown z mostu Manhattan. Zaopatrzony w ciasteczka rowerowe, które zabrałem z Polski, dotarłem na południe. Po przejechaniu mostu brooklińskiego i manhattańskiego, pognałem z powrotem w górę miasta. Pierwsza,14, 23, 34, 42 jechałem z jedną tylko myślą. Dotrzeć do ulicy 86th, gdzie na 3 Alei sprzedają najlepsze w Nowym Jorku hot dogi w Papaya King. Skąd wiem? Nocami namiętnie oglądam kulinarne podróże Anthonego Bourdaina, którego jestem zagorzałym fanem. W odcinku poświęconym NYC zajadał się nimi kwitując tylko „są naprawdę zajebiste” i były! Zestaw „Oryginal”- 2 hot dogi z sodą tylko 5,99 + tax. Taniocha jak na Manhattan. Zjadłem oba, dopiłem colą bez cukru, wrzuciłem jeszcze batona na ruszt i pojechałem dalej, prosto do Harlemu. Na wysokości setnej ulicy wszystko zmienia się w ułamku sekundy. To kraina Afroamerykanów. Mijam grupę grillujących przy ogromnej limuzynie, z której wydobywa się bas przeszywający moje trzewia. Kilka przecznic dalej mijam podobną limuzyną, choć to jedynie tylko jej właśnie ugaszony szkielet. Nie robię zdjęć, dziś jest niedziela, jadę sobie rowerem i cieszę tylko moje oczy. Dojeżdżam do rzeki, przez chwilę się waham, ale co mi tam, Bronx… pewnie to tylko legendy. Dziwnie pusto, śmieci, brak tras rowerowych, a czarne ogromne auta jakby mijały mnie znacznie bliżej. I patrzą... Szukając powrotu, wjeżdżam przez pomyłkę na lokalny highway. Na szczęście jest kilometrowy korek, który ratuje mi życie. Powrót do Harlemu nagradzam sobie zdjęciem śpiącego robotnika. Wiem, nie miałem dziś fotografować, ale zawsze miałem słabą silną wolę;) … 60 km, 1200 kcal, 2 hot dogi, kawałek pikantnej pizzy z salami, 2 ciastka, baton i 3 butelki wody Poland Spring. Znów to zrobiłem :)

Po południu umówiłem się z Martyną na Union Square. Martyna mieszka w NY już ponad rok i pasjonuje się modą. Startuje właśnie ze swym nowym blogiem, fotografuje, pisze, próbuje tu przetrwać. Długo rozmawiamy o Nowym Jorku, o naszej nim fascynacji, o blogowaniu, no i przede wszystkim o fotografii. Mimochodem wyciągam aparat by zdradzić jej parę warsztatowych sekretów i niepostrzeżenie robię kilka zdjęć… 
Martyno, mam nadzieję, ze znajdziesz w nich inspiracje dla swoich dalszych planów. Dziękuję za rozmowę :)

ps. Dziś zrobiłem 10 zdjęć. Oto cztery z nich. 


niedziela, 21 maja 2017

Top of The Rock

Top of The Rock na budynku Rockefellera oferuje panoramę miasta, która absolutnie nie ma sobie równych. Jeszcze ciekawszym chyba wydaje się obserwowanie ludzi opętanych telefonografią. Wbrew pozorom „winy” za ten obłęd nie ponoszą tylko telefony, ale przede wszystkim społecznościowe media, nieprzerwanie zachęcające do ekshibicjonizmu… co niniejszym czynię i ja ;)




sobota, 20 maja 2017

THE MET czyli znów wokół kontekstu

Uciekając przed upałem pognaliśmy dziś do Mertropolitan Museum czyli do THE MET. Tam prócz egipskich mumii, samurajskich mieczów, Monetów, Van Goghów, Pollocków i innych niezliczonych skarbów zastała nas wystawa fotografii samego Irvinga Penna! Pośród portretów Picassa, Trumana Capote, aktów, które od razu zapadają w pamięć eksponowane było oryginalne tło, którego używał Mistrz. Nie byłbym sobą… decyzja była natychmiastowa, portret na oryginalnym tle, na którym fotografowany był między innymi Truman Capote… Ochroniarz nie protestował, krótka narada, ISO 800, przesłona 2,8 i dzięki pomocy Dawida, któremu bardzo dziękuję, mam portret na historycznym tle! Niby nic, ale kontekst jak zawsze zmienia wszystko.
http://www.metmuseum.org/press/exhibitions/2016/irving-penn