wtorek, 28 marca 2017

Najpiękniejszy dzień roku

Dzień, w którym mógłbym bez tlenu wbiec na Mount Everest i z powrotem. Dzień podejmowania wyzwań, pokonywania strachu. Dzień trudnych telefonów. To było dziś. Pamiętam go kiedy chodziłem do szkoły, pamiętam go na swych niedokończonych studiach, pamiętam w wojsku, pamiętam w Londynie, pamiętam jeszcze wiele, wiele razy. 
Moment kiedy po raz pierwszy każdego roku wieje z południa... jest tak piękny, że znowu chce się żyć. 
Poszedłem więc przed siebie, a spotify, wyczuwając szybsze bicie mego serca, zagrał dla mnie „Una noche mas”, a głos Yasmin Levy całkowicie mnie obezwładnił...  kliknij tu



Yasmin Levy - una noche mas

Pamiętam twój oddalający się widok 
Ziemia zapadała się pod moimi stopami
Spadałem w otchłań
Nie będąc w stanie chwycić się życia

Jak mogłem myśleć, że
mam coś co mógłbym ci dać
Ja - dojrzały
Ty w pełni młodości
Czas nie ma litości

Proszę cię jedynie, żebyś mi dała
Jedną noc miłości
Proszę tylko o jeszcze jedną noc
Abyś znów mnie oszukała

poniedziałek, 20 marca 2017

Samotność

Najbardziej interesujące jest to co ukryte tuż pod powierzchnią. By to zobaczyć należy zwolnić, czasem całkowicie się zatrzymać.
Przeczesując miejskie przestrzenie, kluczowy jest odpowiedni rytm. Niezbędna samotność. Tą samotność w tłumie i wewnętrzny spokój najlepiej znają maratończycy. W fotografii ulicznej jest podobnie. Tu kiedy osiągniemy „nirwanę”, obrazy wyłaniają się niemal z każdego zakamarka. Bywa, że są wręcz nachalne, niczym komary od których nie możemy się opędzić. Ten stan nie trwa jednak długo. Fotografowanie na ulicy to raczej dystans krótki. Mija chwila, ktoś nagle wyłącza światło. Wszystko znika. Świat na powrót staje się zwyczajny... Aż do następnego razu.


środa, 15 marca 2017

Świat w trybie natychmiastowym

Każda zmiana rozwija i przynosi nowe doświadczenia. W tym roku, podczas naszych zimowych warsztatów Venice Street Photo poza fotografowaniem „tradycyjnymi” aparatami sięgnęliśmy po natychmiastowe instaxy, by odkryć Wenecję na nowo :)

Mieliśmy ze sobą trzy instaxy wide, kilka filmów, nieco parmezanu, butelkę czerwonego wina oraz sporo entuzjazmu.


Zadanie okazało się nie takie łatwe. Przyzwyczajeni do nielimitowanego wyzwalania migawki, do niekończących się eksperymentów, fotografując aparatem natychmiastowym, musieliśmy mocno zwolnić, a nade wszystko, spojrzeć inaczej na otaczający nas świat. Aparaty "instatnt" jak wszystkie pozostałe, mają swoje limity, charakter, żeby nie powiedzieć, mają duszę. A ograniczenia, jak wiadomo, są dobre. Mniej znaczy więcej, mniej pozwala skupić się na meritum. Instax wide, nie posiada zooma, tajemniczych pokręteł, enigmatycznego menu, które przeczesujemy tracąc kadry, energię i wzrok. Instax wide jest prosty, a fotografowanie nim niezwykle łatwe. Na początku jednak musimy się z nim oswoić, wsłuchać w jego rytm, zrozumieć jego język, by potem cieszyć się efektami fotograficznej zabawy. Nie zajmuje to zbyt wiele czasu, zazwyczaj wystarczy pierwsze opakowanie by puściły lody. Dalej czeka nas już tylko rozkładanie na kawiarnianym stoliku, pośród szarlotki i espresso naszych unikatowych odbitek. W trakcie tych roszad możemy sfotografować uroczą kelnerkę, wręczając zaskoczonej, jej unikatowy portret… Tym instaxowym gestem na pewno zdobędziemy jej przychylność, a kto wie, może i numer telefonu ;) 

Aparat Instax, to świetne uzupełnienie naszej fotograficznej torby. Pozwalają wziąć dodatkowy oddech, nawiązać interesujące znajomości, a nade wszystko doskonale się bawić rozwijając naszą wyobraźnię :)


Mam nadzieję, że instaxowe zabawy staną się tradycją naszych warsztatowych spotkań.

Zapraszam na najbliższe warsztaty, do Nowego Jorku i Berlina.
www.OpenYourEyes.pl 

Aloha
ps. Dziękuję Fujifilm Polska za pomoc.

Autorzy weneckich fotografii: Agnieszka, Piotr, Maciej, Jacek i Paweł :)

 
 






środa, 8 lutego 2017

Kalendarz WSF

Tegoroczny kalendarz Warszawskiej Szkoły Filmowej wydrukowany w limitowanej ilości 100 egzemplarzy jest szczególnie bliski memu sercu. Wszystkie dwanaście fotografii, które znalazły się wewnątrz, to... moje fotografie :) Kalendarz zapakowany jest w elegancką, ciemną kopertę, każdą fotografię przykrywa białe passepartout na którym umieszczono czytelne kalendarium. Okładkę zdobią podpisy Macieja Ślesickiego i Bogusława Lindy, założycieli Warszawskiej Szkoły Filmowej. Pozostaje mi się tylko cieszyć.




czwartek, 2 lutego 2017

Venice Street Photo - styczeń 2017


Mijają niemal dwa tygodnie od powrotu z naszych weneckich warsztatów, a ja wciąż niepokojąco milczę ;) Uspokajam od razu, że powodem panującej złowrogiej ciszy była podstępna grypa, która omalże mnie nie zabiła. Na szczęście wygrałem ten bój, choć kosztował mnie naprawdę sporo.

Zimowe warsztaty w Wenecji okazały się pomysłem doskonałym. Po pierwsze towarzyszyło nam przez cały dzień światło, które o tej porze roku jest absolutnie unikatowe, po drugie, wypełniona zazwyczaj po brzegi turystami Wenecja, w styczniu raziła nieskazitelną ciszą. Opustoszałe uliczki i place skąpane w zimowym słońcu tworzyły nastrój równie kameralny co melancholijny. Po trzecie w końcu, tegoroczna załoga, wraz z jej umiłowaniem do włoskiej kuchni, każdego wieczora nasze fotograficzne rozmowy uatrakcyjniała pastami ze szpinakiem, mulami, serami, winami… słowem lepiej być nie mogło. Warto wspomnieć także instaxy wide, którymi fotografowaliśmy z zapałem starając się nieco zwolnić i nabrać odmiennej świadomości. Przy tym wszystkim nie zabrakło dobrej zabawy, choćby wtedy kiedy na smaganej lodowatym wiatrem plaży na wyspie Lido, w temperaturze około zera, udawaliśmy upalne uniesienie. To był prawdziwy horror dla naszych ciał, jednocześnie burza endorfin dla umysłu.

Pobierz pdf - Venice Street Photo 2017


piątek, 20 stycznia 2017

San Michele

Diagiliew, Strawiński, Brodski, Pound. Wenecki cmentarz na wyspie San Michele przechowuje wiele znanych dusz, które postanowiły spędzić wieczność na lagunie. Szczerze im się nie dziwię, wszak to miejsce specjalne, z widokami i światłem niebanalnym. Na ewangelickim skwerku stoi skrzynka, pełna zeszytów i notatników po brzegi wypełnionych słowami. Wziąłem do ręki pierwszy z brzegu. Jak zawsze miłość okazała się najważniejsza. Tylko pozazdrościć… :)
pozdrawiam z Wenecji


czwartek, 19 stycznia 2017

Vaporetto

Warsztaty Open Your Eyes  dotarły dziś wyspę cmentarną, na tajemniczą San Michele. Jakkolwiek pretensjonalnie to zabrzmi uwielbiam cmentarze. Ten wypełniający wyspę San Michele, jest absolutnie wyjątkowy. Zanim jednak o nim napiszę, wspomnieć muszę słowo o weneckich tramwajach wodnych, popularnie nazywanych vaporetto. Jak wiecie bardzo lubię fotografować we wszelkich „przejawach ludzkiej komunikacji”, w autobusach, w metrze, w tramwajach i pociągach. Urodzie vaporetto nic jednak nie dorównuje…

pozdrawiam z Wenecji